Praca zdalna, kiedy za ścianą jest sześciolatek
W sierpniu przedszkole jest już za nami, szkoła jeszcze przed nami, a wydawnictwo, jak co roku, oddaje do druku jesienne nowości. Troje ludzi, dwa etaty, jeden sześciolatek i cienkie ściany w bloku. Relacja z frontu.
Na drzwiach do sypialni, która w sierpniu jest moim biurem, wisi rysunek. Przykleiłam go taśmą malarską na wysokości oczu sześciolatka. Przedstawia kobietę przy stole, z bardzo wielką głową i bardzo małym laptopem, oraz czerwony znak zakazu, przekreślone kółko, jak na drodze. Pod spodem drukowanymi literami: „MAMA PRACUJE NIE WCHODZIĆ CHYBA ŻE PILNE”.
Rysunek zrobił Tymek. Sam. Na moją prośbę, ale według własnego projektu. Dopisek „chyba że pilne” to jego inicjatywa. Od tygodnia testujemy, co według Tymka jest pilne.
Sierpień to dziura
Przedszkole Tymka skończyło się w czerwcu. Zerówka zaczyna się we wrześniu. Pomiędzy jest lato, które w teorii jest piękne, a w praktyce jest logistyczną łamigłówką dla każdego rodzica z etatem. Tydzień przed morzem był tygodniem bez planu, bo miałam urlop. Tydzień nad morzem był urlopem wspólnym. Tydzień w lipcu Tymek spędził u dziadków w Brzegu, gdzie tata nauczył go wbijać gwoździe, a mama nazw wszystkich chwastów na działce. W sierpniu jeden tydzień półkolonii. I zostały jeszcze dwa tygodnie, w których Tymek jest w domu, a my pracujemy.
W wydawnictwie sierpień to czas, kiedy wszystko musi być gotowe na jesień. Pani Bożena wysyła maile bez powitania i z wykrzyknikami. Autorzy są na urlopach i nie odpowiadają na pytania. Tłumacze są na urlopach i nie odpowiadają na pytania. Ja nie jestem na urlopie i odpowiadam na wszystkie pytania. Rafał z kolei ma w sierpniu zlecenia na okładki, bo jesienne książki muszą mieć okładki. Też nie ma urlopu.
Dyżury
Wymyśliliśmy system dyżurów. Dzień dzielimy na dwie zmiany. Od ósmej do dwunastej ja pracuję, a Rafał jest z Tymkiem. Od dwunastej do czwartej on pracuje, a ja jestem z Tymkiem. Po czwartej ten, kto ma mniej pilną pracę, zajmuje się synem, a ten, kto ma bardziej pilną, dokańcza. Wieczorem, kiedy Tymek śpi, oboje nadrabiamy.
Na papierze to wygląda świetnie. W tabelce, którą Rafał narysował i przyczepił na lodówce obok listy zakupów, jest nawet kolorowo. W praktyce każdy dyżur ma swoje pęknięcia. Pani Bożena dzwoni o trzynastej, kiedy jestem z Tymkiem. Klient Rafała chce rozmawiać o dziesiątej, kiedy Rafał jest na placu zabaw. Tymek o jedenastej postanawia, że dzisiaj chce być tylko z mamą, i stoi pod drzwiami sypialni.
Co jest pilne
Wróćmy do rysunku na drzwiach. W pierwszym tygodniu Tymek wchodził do mnie, w czasie dyżuru taty, z następującymi pilnymi sprawami:
- żeby powiedzieć, że Pan Lis jest głodny,
- żeby zapytać, czy w Australii też jest sierpień,
- żeby pokazać kamień, który znalazł w szufladzie, a który „sam się tam wziął”,
- żeby powiedzieć, że tata „nie umie się bawić w tramwaj, bo za szybko jedzie”,
- żeby zapytać, czy może wejść, bo „to pilne”, i potem nie pamiętać, co było pilne.
Za każdym razem pukał. To trzeba mu przyznać. Pukał, czekał, aż powiem „proszę”, i wchodził z miną urzędnika, który przyszedł w ważnej sprawie. Nie umiałam się gniewać. Przerywał mi pracę, ale robił to tak uprzejmie, że czułam się raczej jak dyrektorka, do której przyszedł interesant.
Ściana
Najtrudniejsze nie jest samo przerywanie. Najtrudniejsza jest ściana. Nasz blok ma ściany, przez które słychać wszystko. Kiedy pracuję w sypialni, słyszę, co dzieje się w salonie. Słyszę, jak Tymek i Rafał budują z klocków, jak się śmieją, jak Tymek płacze, bo mu się coś rozwaliło. Słyszę, jak Rafał mówi spokojnym głosem, a potem trochę mniej spokojnym. I muszę siedzieć przy laptopie i poprawiać przecinki w rozdziale siedemnastym, kiedy za ścianą toczy się życie.
To jest dziwne uczucie. Być blisko i nie być. Słyszeć płacz i nie wstać, bo przecież jest tata, bo przecież to jego dyżur, bo przecież on sobie poradzi. Poradzi sobie, wiem. Ale ciało i tak się podnosi. Ręce odsuwają laptopa. Muszę je z powrotem przysuwać.
Rafał mówi, że ma to samo. Kiedy pracuje w pracowni, a ja jestem z Tymkiem, słyszy wszystko i też się podnosi. Zauważyłam, że w czasie jego dyżurów pracownia ma otwarte drzwi o kilka centymetrów. Na wszelki wypadek.
Czego nie da się zaplanować
Po dwóch tygodniach mogę powiedzieć jedno: nie da się tego dobrze zaplanować. Da się zaplanować jakoś. Tabelka pomaga, rysunek pomaga, dyżury pomagają. Ale ostatecznie każdy dzień jest trochę inny i trzeba się dostosować.
Są dni, kiedy wszystko się udaje. Tymek bawi się sam przez godzinę, ja kończę rozdział, Rafał wysyła projekt, wieczorem wszyscy jesteśmy zadowoleni. Są dni, kiedy nic się nie udaje. Tymek jest marudny, pani Bożena dzwoni trzy razy, klient Rafała odrzuca okładkę, a na obiad są parówki, bo nikt nie zdążył nic ugotować. W takie dni idziemy wieczorem na lody do budki przy pętli i udajemy, że tak miało być.
Nauczyłam się też jednej rzeczy o sobie. Że potrafię pracować w hałasie. Kiedyś potrzebowałam ciszy absolutnej, żeby się skupić. Teraz umiem poprawiać tekst, kiedy za ścianą ktoś buduje tramwaj z krzeseł i ogłasza przystanki.
Za miesiąc
Za niecały miesiąc Tymek idzie do zerówki. Będzie wychodził rano, wracał po południu. W domu zrobi się cicho. Rysunek na drzwiach przestanie być potrzebny.
Już teraz wiem, że będę za tym tęsknić. Za pukaniem. Za pytaniem, czy w Australii też jest sierpień. Za tym, że ktoś mi przerywa pracę, bo chce mi pokazać kamień.
Rysunek zostawię. Może na inną okazję. Na razie wisi, a Tymek właśnie zapukał. Pilna sprawa: Pan Lis chce wiedzieć, czy w zerówce są tramwaje.
Joanna
Redaktorka we wrocławskim wydawnictwie, polonistka, mama sześcioletniego Tymka. Mieszka z rodziną na Psim Polu i pisze felietony o zwykłym życiu. Pije herbatę z imbirem, a w torbie zawsze nosi czerwony ołówek.