Kurtka narciarska dla Tymka i skórzana kurtka, której nie kupiłam
We wrześniu kupowałam dwie kurtki: narciarską dla sześciolatka, który zimą ma pierwszy raz stanąć na nartach, i skórzaną dla męża, z reklamy w telefonie. Pierwszą przymierzaliśmy w cudzym przedpokoju. Drugiej nie kupiłam i dobrze.
W połowie września zadzwoniła teściowa z Jeleniej Góry. Krystyna rzadko dzwoni, częściej wysyła paczki ze słoikami, więc kiedy dzwoni, to w sprawie. Sprawa była taka: na ferie zapraszają nas do siebie, a teść, który w młodości jeździł na nartach po Karkonoszach, chce postawić Tymka na stoku. Zapisał go już na kilka lekcji w szkółce dla dzieci. Rafał w wieku Tymka uczył się na tym samym stoku, pod okiem tego samego ojca, i jak twierdzi, nikt go nie zapisywał na żadne lekcje, tylko pchnął.
Tymek usłyszał słowo „narty” i od tej pory chodzi po mieszkaniu z rozstawionymi łokciami, pokazując, jak się zjeżdża. Ja usłyszałam słowo „narty” i pomyślałam o kurtce.
Kurtka dla Tymka
Tymek ma kurtkę na jesień, kupioną przy wyprawce do zerówki, i kurtkę na zimę z zeszłego roku, z której wyrósł w rękawach. Żadna z nich nie nadaje się do przewracania w śniegu przez kilka godzin dziennie. Narciarska kurtka dla dziecka to nie jest zwykła zimowa kurtka w innym kolorze. Zanim cokolwiek kupiłam, przeczytałam trochę i popytałam znajomych, którzy jeżdżą z dziećmi. Zostało mi z tego kilka rzeczy.
Rozmiar z zapasem na polar, nie na dwa lata. Kusi, żeby kupić dwa rozmiary większą, bo dziecko rośnie. Tyle że w za dużej kurtce rękawy wchodzą w rękawice, śnieg wpada pod spód, a dziecko przy upadku tonie w materiale. Rozsądny zapas to tyle, żeby pod spód zmieścił się polar.
Membrana i szwy. W opisach podaje się wodoodporność w milimetrach słupa wody. Dla dziecka, które więcej leży w śniegu, niż jeździ, warto szukać wyższych wartości i klejonych szwów. Równie ważna jest oddychalność, bo spocone dziecko na wyciągu szybko marznie.
Pas przeciwśnieżny i mankiety. Elastyczny pas w środku kurtki, który zapina się na biodrach, to rzecz, której nie doceniałam, dopóki nie zobaczyłam, ile śniegu potrafi się zmieścić pod zwykłą kurtką. Do tego mankiety ze ściągaczem, najlepiej z otworem na kciuk.
Kolor i odblaski. Na stoku dziecko w białej albo szarej kurtce znika. Jaskrawy kolor nie jest kwestią gustu, tylko widoczności.
Kaptur. Odpinany albo na zatrzaski, które puszczają, kiedy się o coś zaczepi. Pod kask kaptur i tak się nie mieści.
Tymek dopisał do tej listy własny punkt: kieszeń zapinana na zamek, „żeby kamienie nie wypadały na stoku”. Uznałam, że to również jest kwestia bezpieczeństwa.
Kurtkę kupiliśmy w końcu z drugiej ręki. Ania, mama Julki, która zna wszystkie grupy na komunikatorze, wypatrzyła ogłoszenie od rodziny z sąsiedniego bloku: kurtka i spodnie, jeden sezon, syn wyrósł. Pojechaliśmy w sobotę przymierzyć. Tymek w cudzym przedpokoju położył się na podłodze, żeby sprawdzić, czy „śnieg nie wejdzie”, wstał, rozłożył łokcie i zjechał po panelach do drzwi. Pas trzymał, rękawy kończyły się tam, gdzie trzeba. Zapłaciłam mniej niż połowę ceny nowej, a sąsiadka dorzuciła rękawice, bo „i tak by leżały”.
Kurtka dla Rafała
Rafał chodzi w tej samej kurtce od dziewięciu lat. Brązowej, z wytartym kołnierzem, z długopisem w każdej kieszeni. Od dawna myślałam, żeby mu kupić coś nowego, a że jesień i że mieliśmy już kurtkowy tydzień, przy okazji zaczęłam oglądać kurtki męskie. Telefon zrozumiał to po swojemu i następnego dnia pokazał mi reklamę: skórzana kurtka w stylu motocyklowym ze stójką, sto dziewięćdziesiąt dziewięć złotych zamiast trzystu trzydziestu dziewięciu. Na zdjęciu wyglądała dokładnie jak kurtka, którą Rafał by nosił, gdyby kiedykolwiek kupował sobie ubrania sam.
Dodałam ją do koszyka. Wybrałam rozmiar. Doszłam do płatności i wtedy zadziałał nawyk, który mam od kilkunastu lat pracy w wydawnictwie: przeczytałam, co jest napisane na górze strony. Na pasku nad menu było napisane „wyprzedaż wiosenna”. Był wrzesień. Redaktorka we mnie zauważyła to szybciej niż kupująca.
Nie zapłaciłam. Zrobiłam zdjęcie ekranu i wysłałam Jolce z pytaniem, czy ktoś u nich w rodzinie coś stamtąd kupował. Jolka zna wszystkie plotki, także internetowe.
Trzy karty w telefonie
O jedenastej wieczorem miałam w telefonie otwarte trzy karty: kurtkę w koszyku, regulamin zwrotów i Noirski opinie (https://sprawdzsklep.pl/sklep/noirski.com), czyli sprawdzenie sklepu, które Jolka przysłała mi z dopiskiem „przeczytaj, zanim zapłacisz”.
Przeczytałam. Według sprawdzenia z 17 września sklep dostał dziewięćdziesiąt na sto punktów ryzyka, z sygnałami w każdej z sześciu kategorii. Na Trustpilocie, czyli w serwisie niezależnym od sklepu, ma ocenę 1,6 na 5 przy 116 opiniach. Jako siedzibę podaje dom szeregowy w holenderskim Delfzijl, pod którym w tamtejszym rejestrze firm nie ma żadnego podmiotu, a jako magazyn adres w Hongkongu. Nie podaje numeru rejestrowego firmy ani numeru telefonu. Adres do zwrotu dostaje się dopiero po kontakcie z obsługą, a koszt odesłania paczki w całości płaci kupujący. Przy produktach brakuje składu materiału, a przekreślona „cena regularna” wisi przy wszystkim. Z całego zestawienia najbardziej utkwiło mi jedno zdanie: opinie widoczne na stronie samego sklepu nie podlegają żadnej weryfikacji.
Zamknęłam pierwszą kartę. Kurtka została w koszyku, koszyk został w internecie.
Co sprawdzam teraz przed zapłatą
Nie piszę tego, żeby się wymądrzać. Byłam o jedno kliknięcie od zapłaty i uratował mnie przypadek, czyli pasek z wiosenną wyprzedażą we wrześniu. Następnym razem takiego przypadku może nie być, więc zapisałam sobie w notesie, tym od maszynopisów, krótką listę.
Kto sprzedaje: nazwa firmy, adres i numer z rejestru, który da się sprawdzić. Gdzie wraca paczka: adres zwrotu ma być w regulaminie, a nie „po kontakcie z obsługą”. Co piszą inni: opinie w miejscach, nad którymi sklep nie ma kontroli, a nie gwiazdki pod produktem. Jaka była cena przed obniżką: w Unii sklep musi podawać najniższą cenę z ostatnich trzydziestu dni, więc „zawsze promocja” to sygnał, nie okazja. Z czego to jest: brak składu przy ubraniu to dla mnie teraz koniec rozmowy.
Na tej samej stronie przeczytałam też, co robić, jeśli ktoś już zapłacił: przy płatności kartą albo przez PayPal złożyć w banku wniosek o obciążenie zwrotne, zebrać potwierdzenie zamówienia i całą korespondencję, zgłosić sprawę do UOKiK, a przy sprzedawcy z innego kraju Unii do Europejskiego Centrum Konsumenckiego. I zrobić to szybko. Przepisałam to też do notesu, pod listą. Lepiej, żeby było i nie było potrzebne.
Dwie kurtki w przedpokoju
W przedpokoju wisi teraz na wieszaku kurtka narciarska w kolorze, który Tymek nazywa „pomarańczowy jak kamizelka pana od drogi”. Do ferii jeszcze daleko, ale Tymek zakłada ją co wieczór na pięć minut i chodzi w niej od drzwi do okna. W zapinanej kieszeni ma już dwa kamienie. Na wszelki wypadek, gdyby na stoku nie było żadnych.
Rafał o skórzanej kurtce nic nie wie. W sobotę pojedziemy razem do sklepu w centrum, gdzie będzie mógł przymierzyć kilka i powiedzieć, że wszystkie są za drogie i że jego stara jest jeszcze dobra. Potem i tak którąś kupimy. Starą zostawię mu do pracowni, na długopisy.
Joanna
Redaktorka we wrocławskim wydawnictwie, polonistka, mama sześcioletniego Tymka. Mieszka z rodziną na Psim Polu i pisze felietony o zwykłym życiu. Pije herbatę z imbirem, a w torbie zawsze nosi czerwony ołówek.