Przejdź do felietonu

Zdrowie i ciało 5 min czytania

Jak spać w upale, kiedy mieszka się w bloku?

Szóste piętro, balkon od zachodu, betonowe ściany, które przez cały dzień zbierają słońce, a przez całą noc je oddają. W lipcu nasze mieszkanie zamienia się w piekarnik z widokiem. Oto, czego nauczyłam się o spaniu w takim piekarniku.

Sypialnia z lnianą pościelą i otwartym oknem nocą

Jest pierwsza w nocy. Leżę na podłodze w salonie, na macie do ćwiczeń, bo podłoga jest najchłodniejszym miejscem w mieszkaniu. Obok mnie leży Rafał, na drugiej macie, na której zwykle robi pompki raz w miesiącu. W swoim pokoju śpi Tymek, jedyny człowiek w tym domu, któremu upał nie przeszkadza. Termometr na ścianie pokazuje dwadzieścia osiem stopni. W nocy. Na szóstym piętrze.

Piszę to w głowie, bo nie mogę spać. Rano to zapiszę.

Blok z lat osiemdziesiątych

Nasz blok ma swoje zalety. Jest solidny, ma grube ściany i w zimie trzyma ciepło jak piec kaflowy. Problem w tym, że w lecie robi dokładnie to samo. Przez cały dzień beton nagrzewa się od słońca, a potem przez całą noc oddaje ciepło do środka, powoli i bez litości. Do tego balkon od zachodu, czyli słońce wchodzi do salonu od trzeciej po południu do wieczora i zostawia po sobie saunę.

Klimatyzacji nie mamy. Rozważaliśmy ją co roku i co roku odkładaliśmy. Najpierw ze względu na koszty, potem na to, że wspólnota ma zdanie na temat jednostek na elewacji, potem na to, że „to tylko kilka tygodni w roku”. Tymczasem „kilka tygodni” robi się z każdym latem dłuższe.

Więc radzimy sobie inaczej. Przez lata metodą prób i błędów wypracowałam kilka rzeczy, które naprawdę pomagają. Nie są odkrywcze. Ale działają.

Zasłony od rana

Najważniejsze dzieje się w dzień, nie w nocy. Kiedy słońce zaczyna świecić w okna, trzeba je zasłonić. Nie w południe, kiedy jest już gorąco, tylko wcześniej. Mamy od zachodu grube zasłony w kolorze musztardowym, które Rafał wybrał, bo „mają charakter”, a ja zgodziłam się, bo mają podszewkę. Zasłaniamy je koło pierwszej. W salonie robi się ciemno jak w kinie, ale kilka stopni chłodniej niż bez nich.

Okna w ciągu dnia zamknięte. To było dla mnie najtrudniejsze do zaakceptowania, bo intuicja mówi, że w upale trzeba otworzyć okno. Ale kiedy na zewnątrz jest trzydzieści pięć stopni, otwarte okno to po prostu zaproszenie dla gorącego powietrza. Otwieram dopiero wieczorem, kiedy na zewnątrz robi się chłodniej niż w środku.

Przeciąg w nocy

Wieczorem, kiedy słońce zajdzie, robimy przeciąg. Otwieramy okno w sypialni, która jest od wschodu, i drzwi balkonowe w salonie. Przez mieszkanie przechodzi strumień powietrza, który po dziesięciu minutach zaczyna być odczuwalnie chłodniejszy. Tymek to uwielbia, bo drzwi trzaskają, firanki fruwają i można stać w przejściu z rozłożonymi rękami, udając, że się leci.

Zostawiamy tak na całą noc, jeśli się da. Problemem są komary, ale na komary mamy siatki w oknach, które Rafał zamontował dwa lata temu i z których jest dumny bardziej niż z niejednej okładki, jaką zaprojektował.

Wentylator na nocnej szafce

Pościel i to, na czym się leży

W upał śpimy w lnie. Lnianą pościel dostałam kiedyś od teściowej, która wysyła nam z Jeleniej Góry paczki ze słoikami i czasem z czymś przydatnym. Przez lata leżała w szafie, bo w dotyku wydawała mi się szorstka. Teraz wyciągam ją na każde lato. Len nie klei się do ciała, schnie szybko i jest chłodny w dotyku, kiedy się na niego kładzie.

Kołdrę chowam do szafy. Śpimy pod samym prześcieradłem, a w najgorsze noce nawet bez niego. Poduszki zamieniam na cieńsze, bo gruba poduszka w upale to jak kompres na kark.

W najgorsze noce robię coś, czego nauczyła mnie mama: zwilżam prześcieradło wodą z butelki ze spryskiwaczem, tą samą, której używam do prasowania i do podlewania zielistki. Kładę się na wilgotnym, woda paruje i przez chwilę jest chłodno. Przez chwilę. Ale czasem ta chwila wystarcza, żeby zasnąć.

Wentylator i miska z lodem

Wentylator mamy jeden, stojący, kupiony kilka lat temu w supermarkecie w promocji. Szumi jak mały samolot, ale ja lubię szum, bo zagłusza dźwięki z otwartego okna. Rafał go nie lubi, bo szum mu przeszkadza. Więc przez połowę nocy wentylator jest włączony, a przez drugą połowę wyłączony. Negocjacje na tej płaszczyźnie trwają od lat.

Stary trik z miską lodu przed wentylatorem działa, ale krótko. Lód się topi po godzinie, a ja nie zamierzam wstawać w nocy po nowy. Stosuję to tylko w najgorsze wieczory, na zaśnięcie.

Co z Tymkiem

Tymek śpi w upale jak kamień. Nie wiem, jak to robi. Rozkopuje się, rozkłada ręce i nogi jak rozgwiazda, poci się tak, że rano poduszka jest mokra, ale śpi. Dzieci chyba mają inny termostat. Ja pilnuję tylko, żeby pił dużo wody w ciągu dnia i żeby w jego pokoju było przewiewnie. Pan Lis na czas upałów śpi na półce, a nie w łóżku, bo „też mu jest gorąco”.

Pediatra powiedziała kiedyś, że w upale dziecko potrzebuje głównie picia i cienia, a nie przegrzewania się w ubraniach. Tymek śpi więc w samych majtkach. Twierdzi, że to „piżama letnia”.

Co działa na głowę

Najtrudniejsze w upale nie jest samo ciepło, tylko to, co ono robi z głową. Po trzeciej złej nocy jestem rozdrażniona, nie mogę się skupić na redakcji, czytam zdanie pięć razy i nie wiem, co w nim było. Wtedy stosuję zasadę, której nauczyłam się przy plecach przy biurku: małe rzeczy, codziennie, bez wielkich postanowień. Chłodny prysznic przed snem. Żadnej kawy po południu. Dwadzieścia stron książki zamiast telefonu, bo ekran w upale męczy oczy jeszcze bardziej.

I jeszcze jedno: upał minie. Za dwa tygodnie, za miesiąc najpóźniej, przyjdzie pierwsza chłodna noc, kiedy trzeba będzie wyciągnąć kołdrę z szafy.

Na razie leżę na podłodze obok Rafała. Wentylator szumi. Rafał mówi, że szumi. Wyłączam. Po pięciu minutach włączam. Rafał udaje, że śpi. Jest pierwsza piętnaście.

Joanna,

Joanna

Redaktorka we wrocławskim wydawnictwie, polonistka, mama sześcioletniego Tymka. Mieszka z rodziną na Psim Polu i pisze felietony o zwykłym życiu. Pije herbatę z imbirem, a w torbie zawsze nosi czerwony ołówek.

Więcej o Joannie →

Więcej z rubryki Zdrowie i ciało

Cała rubryka →