Przejdź do felietonu

Ludzie 5 min czytania

Ludzie z porannego tramwaju

Dwa razy w tygodniu jadę do wydawnictwa tym samym tramwajem, o tej samej godzinie. Po kilku latach znam jego pasażerów lepiej niż niektórych krewnych. Żadnego z nich nie znam z imienia.

Wnętrze tramwaju w porannym świetle, rozmyte sylwetki pasażerów

Wtorek i czwartek, siódma pięćdziesiąt dwie. Od kiedy Tymek chodzi do zerówki, odprowadzam go w dni biurowe o siódmej czterdzieści, potem szybkim krokiem na przystanek i łapię tramwaj, którym jeździłam przez ostatnie lata, tylko teraz wsiadam o przystanek dalej. Przez pierwszy tydzień martwiłam się, że nie zdążę. Zdążyłam. I z ulgą odkryłam, że oni wszyscy wciąż tam są.

Oni, czyli ludzie z porannego tramwaju. Moja nieformalna, nieświadoma siebie wspólnota.

Pani z krzyżówką

Siedzi zawsze na tym samym miejscu, przy oknie, po lewej stronie, trzecie siedzenie od przodu. Jest po sześćdziesiątce, ma krótkie siwe włosy, okulary na łańcuszku i płócienną torbę, z której wyjmuje gazetę z krzyżówkami. Rozwiązuje je długopisem. Nie ołówkiem. Długopisem. To wiele o niej mówi.

Rozwiązuje szybko, pewnie, bez zastanawiania. Czasem zatrzymuje się nad jakimś hasłem, patrzy przez okno, jakby szukała odpowiedzi w przejeżdżających blokach, i po chwili wpisuje. Kiedyś siedziałam obok i zobaczyłam, że zatrzymała się nad hasłem „poprawia błędy w tekście”, osiem liter. Miałam ochotę powiedzieć: korektor. Ale nie powiedziałam. Po dwóch przystankach wpisała sama. Poprawnie.

Wysiada przy szpitalu. Nie wiem, czy tam pracuje, czy kogoś odwiedza. Od lat, dwa razy w tygodniu, przy szpitalu. Wyobrażam sobie, że jest pielęgniarką przed emeryturą, która krzyżówką odgradza się od tego, co ją czeka w pracy. Ale może jest pacjentką. Może ma tam męża. Nie wiem. Nigdy się nie dowiem.

Chłopak z wiolonczelą

Wsiada dwa przystanki po mnie. Ma może szesnaście lat, słuchawki w uszach i futerał na wiolonczelę, który jest prawie tak duży jak on. Wiolonczela w porannym tramwaju to osobny problem logistyczny. Chłopak ustawia ją w przejściu, trzyma jedną ręką, drugą trzyma się uchwytu i przez całą drogę balansuje, żeby futerał nie przewrócił się na nikogo.

Nigdy nie widziałam, żeby ktoś zrobił mu miejsce. Nie ze złośliwości. Ludzie po prostu nie wiedzą, co zrobić z wiolonczelą. Raz, kiedy tramwaj szarpnął na zakręcie, futerał przechylił się w moją stronę i złapałam go odruchowo. Chłopak zdjął jedną słuchawkę i powiedział „przepraszam”, a ja powiedziałam „nic nie szkodzi”. To była nasza jedyna rozmowa od trzech lat. Uważam ją za całkiem udaną.

Kiedy zaczęłam go widywać, był niższy. Teraz jest wyższy ode mnie. Futerał się nie zmienił. Czasem myślę, że jestem jedną z niewielu osób, które widziały, jak ten chłopak rośnie, a on nie ma pojęcia o moim istnieniu.

Szyba tramwaju z kroplami deszczu

Pan w kaszkiecie

Pan w kaszkiecie jest moim ulubionym. Ma około siedemdziesiątki, nosi tweedowy kaszkiet niezależnie od pogody i trzyma w ręku skórzaną teczkę, jak urzędnik z dawnego filmu. Siada zawsze z przodu, blisko kierowcy, i przez całą drogę patrzy przez przednią szybę, jakby to on prowadził.

Ale nie za to go lubię. Lubię go za to, że zawsze wysiada o jeden przystanek za wcześnie. Mówię to z całą pewnością, bo obserwuję go od lat. Wysiada, rozgląda się, zdaje sobie sprawę, że to nie ten przystanek, i idzie dalej pieszo. Każdego wtorku i każdego czwartku. Nie wiem, czy robi to celowo, żeby się przejść, czy naprawdę się myli, czy może kiedyś w tym miejscu był przystanek, na którym wysiadał przez całe życie, i ciało pamięta lepiej niż głowa.

Wolę ostatnią wersję. Nie wiem dlaczego.

Most

Jest taki moment w każdej porannej podróży, na który czekam. Tramwaj wjeżdża na most i przez kilkadziesiąt sekund jedzie nad Odrą. Nagle za oknami nie ma bloków ani sklepów, tylko woda, niebo i gdzieś daleko wieże starych kościołów. We wrześniu, o tej porze, nad rzeką często wisi mgła.

Zauważyłam, że w tym momencie wszyscy podnoszą głowy. Pani z krzyżówką przestaje pisać. Chłopak z wiolonczelą wyciąga słuchawkę. Pan w kaszkiecie przesuwa się na siedzeniu. Ja odkładam książkę. Przez kilkadziesiąt sekund patrzymy wszyscy w tę samą stronę, a potem most się kończy i wracamy do swoich spraw.

Nikt nigdy o tym nie mówił.

Ludzie, których nie znamy

Wiosną pisałam o sąsiadce z trzeciego piętra i o tym, jak winda, która stanęła między piętrami, zrobiła z człowieka z widzenia kogoś, kogo naprawdę znam. W tramwaju nigdy nic nie stanie na tyle długo. Tramwaj zawsze dojedzie. I pewnie nigdy nie dowiem się, dlaczego pani z krzyżówką wysiada przy szpitalu ani dlaczego pan w kaszkiecie wysiada o przystanek za wcześnie.

Kiedyś by mnie to męczyło. Chciałabym wiedzieć, dopytać, dopisać. Zawodowa deformacja: w każdym tekście szukam brakującej informacji. Ale z ludźmi w tramwaju nauczyłam się czegoś innego. Że można kogoś lubić, nic o nim nie wiedząc. Że można martwić się, kiedy ktoś nie przyjdzie, i cieszyć się, kiedy wraca. Pani z krzyżówką nie było przez dwa tygodnie w czerwcu. Naprawdę się martwiłam. Kiedy wróciła, opalona, z nową torbą, poczułam ulgę, jakby wróciła ciotka z sanatorium.

Co one wiedzą o mnie

Czasem zastanawiam się, jak ja wyglądam dla nich. Kobieta po trzydziestce, z płócienną torbą, która czyta książkę, a przy moście ją odkłada. Czasem z ołówkiem, czasem z plikiem kartek, na których coś zakreśla na czerwono. Od tego tygodnia wsiadająca przystanek dalej, zdyszana, bo biegła od szkoły.

Może pani z krzyżówką zastanawia się, dlaczego się przesiadłam. Może pan w kaszkiecie zauważył, że mam teraz zawsze w kieszeni płaszcza mały kamień, który Tymek daje mi rano przy furtce. Na wszelki wypadek, jak mówi. Żebym się nie bała w pracy.

Może nie zauważyli niczego. W czwartek wysiadłam jak zwykle dwa przystanki za mostem, schowałam książkę do torby i poszłam do wydawnictwa, gdzie Jolka parzyła już swoją yerba mate.

Joanna,

Joanna

Redaktorka we wrocławskim wydawnictwie, polonistka, mama sześcioletniego Tymka. Mieszka z rodziną na Psim Polu i pisze felietony o zwykłym życiu. Pije herbatę z imbirem, a w torbie zawsze nosi czerwony ołówek.

Więcej o Joannie →

Więcej z rubryki Ludzie

Cała rubryka →